XV Jubileusze Polskie Dyktando o Złote Pióro Konsula RP już za nami.
Emocji było bardzo dużo, szczególnie wśród uczestników, których było 88.
Zanim ogłosiliśmy Laureatów Złotych Piór, podziękowaliśmy polskim szkołom biorącym udział w konkursie.
W Jubileuszowym Dyktandzie były to:
Szkoła bez Granic im. Niedźwiedzia Wojtka w Edynburgu w oddziałem w Livingston
Szkoła Języka Polskiego i Kultury w Motherwell
Polska Szkoła im. św. Stanisława Kostki w Aberdeen
Polska Szkoła w Fife im. Jana Pawła II
Centrum Edukacyjne „Bajka” w Perth z oddziałem w Dundee
Akademia Języka Polskiego im. gen. Stanisława Maczka przy ECP w Edynburgu z oddziałami w Dalkeith i Musselbourgh
Polska Szkoła w Glasgow im. Stanisława Sosabowskiego
Polska Szkoła Sobotnia im. gen Stanisława Maczka w Kirkcaldy
Polska Szkoła im. Marii Montessori w Livingston
Mały Instytut Języka Polskiego „Poloniusz” w Edynburgu
Polska Szkołą „Koniczynka” z Peebles – po raz pierwszy w konkursie
Szczególne podziękowania należały się nauczycielom i uczniom Polskiej Szkoły w Fife, która wzięła udział we wszystkich piętnastu dyktandach – pani dyrektor Danuta Piękoś odebrała od organizatorów specjalny dyplom.
Zwycięzcami XV Jubileuszowego Polskiego Dyktanda w Szkocji o Złote Pióro Konsula RP są:
w kategorii 8-10 lat
Laureatka Złotego Pióra – Pola Kościelak z Polskiej Szkoły „Koniczynka” z Peebles
II miejsce – Marcel Poniatowski z Polskiej Szkoły im. św. Stanisława Kostki w Aberdeen
III miejsce – Alicja Koczorowska z Centrum Edukacyjnego Bajka z Dundee
w kategorii 11-13 lat
Laureat Złotego Pióra – Alan Kielbratowski z Polskiej Szkoły im. św. Stanisława Kostki z Aberdeen
II miejsce – Hanna Trąd ze Szkoły bez Granic im. Niedźwiedzia Wojtka o/Livingston
III miejsce – Alicja Chmioła z Polskiej Szkoły w Glasgow im. gen Stanisława Sosabowskiego
w kategorii 14+
Laureatka Złotego Pióra – Maja Dzieża z Polskiej Szkoły im. św. Stanisława Kostki z Aberdeen
II miejsce – Dorota Retecka z Małego Instytutu Języka Polskiego „Poloniusz”
III miejsce – Oliwia Swat z Małego Instytutu Języka Polskiego „Poloniusz”
w kategorii OPEN
Laureatka Złotego Pióra – Anna Ratkowska – Osaka
II miejsce – Aneta Pitera
III miejsc – Katarzyna Budek
Laureaci Złotych Piór odebrali nagrody Konsula RP i specjalne statuetki z rąk pani Sylwii Spooner reprezentującej Konsula RP pana Mirosława Sycza
Wręczanie nagród zakończył wyjątkowy moment – organizatorzy przyznali specjalny Puchar 15-lecia dla Szkoły Mistrza Polskiego Dyktanda w Szkocji.
Zdobywcą największej liczby Złotych Piór Konsula RP „Gżegżółka” i Pucharu 15-lecia jest Polska Szkoła im. św. Stanisława Kostki z Aberdeen.
Oprócz Złotych Piór Laureaci pierwszych miejsc otrzymali także wyjątkowe statuetki ufundowane przez Szkołę bez Granic im. Niedźwiedzia Wojtka.
Wszyscy Laureaci otrzymali także ciekawe książki ufundowane przez POLBOOKS – Polską Księgarnię w Glasgow.
Uczestnicy Dyktanda reprezentujący Polskie Szkoły otrzymali książkowe upominki ufundowane przez Konsulat RP w Edynburgu a wszyscy uczestnicy pamiątkowe dyplomy.
XV Jubileuszowe Polskie Dyktando w Szkocji było bardzo wyjątkowe – organizatorzy zadbali o to, aby znalazło się coś nie tylko dla umysłu, ale też dla duszy i … ciała 😁
Czas oczekiwania na wyniki konkursu umilił uczestnikom koncert zespołu Father Son oraz występ Sikorski Dance Group “Polonez”.
Członkowie zespołu tanecznego nie tylko zaśpiewali polskie pieśni, ale zaprosili także wszystkich uczestników dyktanda do wspólnego poloneza.
Piętnaste dyktando to wydarzenie, które zasługiwało na prawdziwy urodzinowy tort. I taki właśnie pojawił się przy dźwiękach szkockiego marsza.
Bardzo dziękujemy pani Milenie z Livingston i panu Bartkowi z Dundee za opiekę nad naszą kafejką. To dzięki nim każdy dostał swój kawałek tortu 😊
A oto teksty konkursowych dyktand:
kategoria 8-10 lat
Polonijne urodziny
Już za trzy dni mój braciszek Piotruś będzie miał ósme urodziny. To na pewno będzie wyjątkowy dzień w naszym domu. Przyjdą do nas goście i przyniosą Piotrkowi dużo prezentów. Może będą to milutkie przytulanki albo wielki zestaw dinozaurów, o którym brat marzy od dawna. Piotr mówił też o zestawie klocków Lego, może znajdzie je wśród prezentów?
Następnego dnia Piotruś pójdzie do polskiej szkoły i poczęstuje koleżanki i kolegów urodzinowymi cukierkami. Myślę, że cała klasa zaśpiewa mu „Sto lat…” i każdy złoży życzenia. Po lekcjach odbędzie się jeszcze bardzo miłe spotkanie z naszymi babciami i dziadkami. Chociaż mieszkają w Polsce, zobaczymy się online i to będzie jeszcze jedno wspaniałe wydarzenie.
Mam nadzieję, że kiedy nadejdą moje urodziny, także tyle będzie się działo.
kategoria 11-13 lat
Niezbyt modne hobby
Moja najstarsza siostra ma bardzo niemodne hobby. Odkąd pamiętam, zawsze widziałam ją z książką. Nasi rodzice mówią, że bardzo szybko nauczyła się liter, a jeszcze szybciej zaczęła składać je w zdania. Później sama już czytała dziecięce książeczki aż do czasu, gdy jej młodsze rodzeństwo, czyli ja i nasz brat Piotruś, czekaliśmy na każdą przeczytaną przez nią historię. Julia chętnie czytała nam o przygodach krasnoludków i księżniczek, a także o podróżniczych odkryciach Kazika w Afryce.
Julię widzieliśmy często z coraz grubszymi i poważniejszymi książkami, a kiedy zaczęła uczyć się w akademii, rodzice prosili, abyśmy już rzadziej zajmowali jej czas prośbami o głośne lektury. Żebyśmy sami spróbowali odkrywać wspaniałe światy bohaterów literackich.
Jako uczniowie polskiej szkoły w Szkocji przekonaliśmy się też, że czytanie polskich książeczek pomaga w ładnym i poprawnym pisaniu po polsku bez błędów. Przekonamy się dzisiaj, czy może też pomóc w zdobyciu nagród podczas kolejnego dyktanda „Gżegżółka”.
kategoria 14+
CZY WIESZ, ŻE
W programie nowożytnych igrzysk olimpijskich znalazły się konkurencje, które odbyły się tylko raz. Jedną z nich był wyścig pływacki z przeszkodami. Brzmi co najmniej dziwnie?
Zorganizowano go w tysiąc dziewięćsetnym roku Paryżu na Sekwanie, w cieniu malowniczych bulwarów. Mówiono o nim: „zawody dla prawdziwych zuchwalców”. Każdego, kto odważył się wziąć w nich udział, można by nazwać bohaterem.
Tor liczył dwieście metrów, ale jego pokonanie nie było błahostką, a prawdziwą próbą sił i wytrzymałości. Ukończenie konkurencji wymagało harmonii ruchów ciała oraz hartu ducha.
Najpierw zawodnicy musieli wspiąć się na śliski słup. Następnie przebiec jak najszybciej przez rząd łódek odwróconych do góry dnem, jednakże mokre deski skutecznie utrudniały utrzymanie równowagi. Ten kto choć przez chwilę się zawahał, mógł natychmiast upaść.
Najwytrzymalsi przepływali pod zanurzonymi w wodzie łodziami. Wówczas musieli wstrzymać oddech i zachować spokój, by poradzić sobie z rwącym nurtem rzeki. Woda była lodowata, a silne prądy utrudniały zadanie. Tylko najwytrwalsi docierali do końca.
Chociaż zawody wzbudziły zachwyt widzów, szybko uznano je za zbyt niebezpieczne. Dziś ten niecodzienny wyścig można zobaczyć na niejednej wyblakłej fotografii oraz wśród archiwalnych lub wręcz archaicznych wycinków prasowych. Historia o „heroicznych zawodach” wciąż fascynuje i inspiruje kolejnych śmiałków do podejmowania niezwykłych wyzwań. Bo czyż prawdziwy sukces nie tkwi w przezwyciężeniu swoich ograniczeń?
kategorian OPEN
Starodawna klątwa
Pewien Randolf w okresie tużpomaturalnym opuścił Swornegacie. Przaśną chatę zamienił na obskurną, zrujnowaną, ale z wciąż czynnym ogrzewaniem hacjendę na ziemi lubuskiej. Jego życiem rządziła przemożna żądza zgłębiania historii Europy Środkowo-Wschodniej. Odkąd odkryto ślady Hunów w dorzeczu Narwi, wyprawiał się nad jej dopływy. Nie zważając na parzące pokrzywy, żądlące owady i chłoszczące go chabazie i burzany, raz po raz zanurzał hebanowy kij w głąb ziemi w poszukiwaniu archaicznego żelastwa.
Ostatnio jednak mocniej zakłuło go w sercu. Rozniósł się bowiem hałas o rychłym fetowaniu Bolesława Chrobrego i tysiąclecia pierwszej polskiej koronacji. Ale hola, hola! Coś tu jest nie halo! Próżny kronikarzy trud. Cóż, że zdołali dowieść, iż to Popiel nasamprzód był królem i rządził w Krakowie, skoro ów król sczezł w pamięci potomnych. Czyżby dziejopisarzom nie stało rzetelności? Czyżby zarzucano im szerzenie arcyfejków? A może Popiel sam sobie winien? Gdybyż – jako ten niedźwiedź w gawrze – w grodzie Grakcha siedział, toby dziś w spiżowym wcieleniu wieńczył cokół pod kościołem Mariackim. Niestety, Popielowi zbrzydły krakowskie buchty i wpółsurowa chabanina, a także to, że niechcący karzą go, każąc wychodzić na pole. Czmychnął więc chwacki huncwot znienacka do Gniezna, narażając swój ród nie tyle na zhańbienie, co na samounicestwienie, gdyż okazał się zhardziałym ciemięzcą i skrytobójcą.
Żonka też nie lepsza – kruszwicka lady Makbet od siedmiu boleści. Z jej poduszczenia ważył się uraczyć stryjów uwarzoną przez siebie parzybrodą, do której skruszył zaprzały wilczomlecz, cuchnący jak trzewia Smoka Wawelskiego. Nie poskąpił też trójniaków z pierzgą hojnie rozlewanych do sinozielonych pucharów. Skurkowany wychodził ze skóry, by stryjom dosłownie uchylić nieba. I uchylił, a truchła niezwłocznie rzucił na żer krąpi w jeziorze Gopło. Na znak rozsrożonej tym ekobarbarzyństwem Goplany całe hordy myszokształtnych Erynii, których przywódcą był niejaki Mściwój, dokonały wendety/vendetty, łatwo forsując mury Mysiej Wieży w Kruszwicy. Skądinąd wiadomo, że ze zstępnymi pożartego Popiela też nie było najlepiej. Raz w roku, bodajże w Popielec, małpka z Drzwi Gnieźnieńskich użala się nad losem protoplasty rodu, rzężąco szepcząc: „Miałeś, królu, swój rząd dusz, ostał ci się jeno kurz”, obnażając blamaż Popielidów.

























































Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.